Możemy do tego podejść dokładnie tak, jak do wszystkiego w życiu. Pragmatycznie lub emocjonalnie. Proponujemy podejście bardzo pragmatyczne, które pozwoli na zrealizowanie przede wszystkim pierwszego najważniejszego zadania. “Ujarzmienia samego siebie”. Możemy się wymądrzać na temat medytacji zazen. Jednak, by móc rozmawiać na ten temat, warto najpierw dowiedzieć się, co o zazen mówili najwięksi eksperci tego tematu. Jednym z nich był Philip Kapleau. Kim był?

Philip Kapleau (ur. 20 sierpnia 1912 w New Haven w stanie Connecticut, USA, zm. 6 maja 2004 w Rochester) – amerykański nauczyciel buddyzmu zen w tradycji Sanbō Kyōdan, łączącej szkoły sōtō i rinzai. Ukończył prawo. Pracował, jako reporter sądowy. Po 1945 był amerykańskim sprawozdawcą z procesów zbrodniarzy hitlerowskich w Norymberdze oraz procesu japońskich zbrodniarzy wojennych w Tokio. Procesy te wywołały w nim głęboki wstrząs, budząc pytania dotyczące znaczenia życia i śmierci.

Z tego powodu porzucił swój zawód i w 1953 rozpoczął w Japonii praktykę zen kolejno u trzech mistrzów: Soena Nakagawy, Daiuna Sogaku Harady i Hakuuna Yasutaniego. Rosiemu Yasutaniemu, u którego praktykował przez 10 lat, służył również, jako tłumacz podczas rozmów z uczniami i uczennicami z Zachodu. W 1965 Kapleau został wyświęcony na kapłana i uzyskał pozwolenie nauczania. W tym samym roku ukazało się pierwsze wydanie książki Trzy filary zen.

Okładka “Trzy filary zen”

W 1966 powrócił do USA i tam w Rochester (w stanie Nowy Jork) założył ośrodek zen. Przy ośrodku jest afiliowanych wiele grup w: USA, Kanadzie, Meksyku, Kostaryce, Kolumbii, Hiszpanii, Niemczech, Szwecji i Polsce. Do Polski Philip Kapleau został zaproszony przez Andrzeja Urbanowicza i Urszulę Broll–Urbanowicz. Po jego pierwszej wizycie w Polsce w 1975 r., w pracowni Urszuli i Andrzeja Urbanowicz na ul. Piastowskiej 1 w Katowicach, odbyło się zebranie założycielskie Koła Zen – Wspólnoty Buddyjskiej. Złożona została petycja do władz o rejestracje, ale decyzja była negatywna. Dopiero w grudniu 1980 r. grupa uzyskała status prawny, jako Związek Buddystów Zen „Sangha”, przemianowany następnie na ZBZ „Bodhidharma”. Kapleau zmarł w założonym przez siebie ośrodku Rochester Zen Center w wieku 91 lat. Cierpiał na chorobę Parkinsona.

Wspomniana książka Trzy filary zen jest cudownym wprowadzeniem do tematu zen, przygotowana z niebywałym wręcz wyczuciem i znajomością zachodniej kultury. Dla nas, trenujących Karate-dō Tsunami®, jest to pierwszy podręcznik, który polecamy ćwiczącym, by dokładnie przeczytali. Po raz pierwszy i po jakimś czasie po raz drugi. Z praktyki wiemy, że książka staje się lekturą obowiązkową nie z przymusu, tylko dlatego, że zawiera to coś, do czego my wszyscy w jakiś sposób tęsknimy.

Poniżej zamieszczamy krótki fragment tej książki i oczywiście zachęcamy do jej kupienia. Dzisiaj istnieje wiele możliwości nabycia tej publikacji…

Zazen podczas zajęć w klubie

Trzy filary zen – Philip Kapleau | Zalecenia, których należy przestrzegać w zazen

… Pierwszym krokiem jest wybór spokojnego miejsca do siedzenia. Kilka centymetrów od ściany połóżcie niezbyt miękką matę, prostokątną lub kwadratową, o boku długości około dziewięćdziesięciu centymetrów, na niej zaś małą, owalną poduszkę o średnicy około trzydziestu centymetrów lub płaską, kwadratową poduszkę złożoną na pół. Najlepiej, gdy nie wkłada się długich spodni ani skarpet, ponieważ przeszkadzają one w krzyżowaniu nóg i we właściwym ułożeniu stóp. Z wielu powodów najlepiej jest siedzieć w pełnym lotosie. Aby usiąść w takiej pozycji, prawą stopę kładzie się na lewym udzie, a lewą stopę na prawym udzie.

Najważniejsze w tym szczególnym sposobie siedzenia jest to, iż przez ustanowienie szerokiej, solidnej podstawy, ze skrzyżowanymi nogami i kolanami dotykającymi maty, osiągacie absolutną stabilność. Przy ciele tak unieruchomionym myśli nie są pobudzane do aktywności przez ruchy fizyczne i umysł o wiele łatwiej uspokaja się.

Jeśli macie trudności z siedzeniem w postawie pełnego lotosu z powodu bólu, to siadajcie w półlotosie, co czyni się przez położenie lewej stopy na prawym udzie, a prawej pod udem lewym. Dla tych, którzy nie są przyzwyczajeni do siedzenia ze skrzyżowanymi nogami, nawet ta pozycja może być trudna do wytrzymania. Będziecie mieć prawdopodobnie trudności z dotykaniem obydwoma kolanami maty i będziecie musieli naciskać je raz po raz, dopóki jej nie dosięgną. Zarówno w pełnym lotosie, jak i w pół lotosie można zakładać stopy odwrotnie, gdy nogi się zmęczą.

Dla tych, dla których obie te tradycyjne postawy zazen okażą się w wielkim stopniu niewygodne, alternatywną pozycją jest tradycyjne, japońskie siedzenie na piętach i łydkach. Jeśli między piętami a pośladkami umieści się poduszkę, to można w tej postawie wytrwać przez dłuższy czas. Jeszcze lepiej, gdy klęcząc siedzi się okrakiem na twardej poduszce. Ta postawa ma tę zaletę, że pozwala z łatwością utrzymać proste plecy. Jeśli jednak wszystkie te postawy okażą się zbyt bolesne, to możecie usiąść na krześle32.

Następnym krokiem jest ułożenie prawej ręki na łonie, wnętrzem dłoni do góry, i położenie lewej dłoni, również wnętrzem do góry, na wierzchu prawej. Lekko zetknijcie kciuki czubkami ze sobą, tak aby utworzył się spłaszczony okrąg składający się z kciuków i dłoni. Prawa strona ciała jest stroną aktywną, a lewa bierną. W czasie praktyki tłumimy zatem część aktywną przez ułożenie lewej stopy i lewej dłoni na członkach prawej strony naszego ciała, a to w celu osiągnięcia jak największego uspokojenia. Gdy jednak popatrzycie na figurę Buddy, to zauważycie, iż ułożenie jego członków jest akurat odwrotne. Budda bowiem, w odróżnieniu od nas wszystkich, jest czynnie zaangażowany w zadanie wyzwolenia.

Gdy skrzyżowaliście nogi, pochylcie się do przodu, aby wypchnąć pośladki, a następnie powoli doprowadźcie tułów do pozycji wyprostowanej. Głowa powinna być trzymana prosto, uszy – gdy się patrzy z boku – powinny znajdować się na jednej linii z ramionami, a czubek nosa – na jednej linii z pępkiem. Ciało od pasa wzwyż powinno być odciążone, wolne od napięcia czy skrępowania33. Oczy miejcie otwarte, a usta zamknięte.

Czubek języka niech lekko przylega do tylnej powierzchni górnych zębów. Zamykając oczy, możecie zapaść w stan otępienia i senności. Spojrzenie powinno być skierowane w dół bez skupiania się na czymś szczególnym, lecz uwaga! nie wysuwajcie głowy do przodu. Doświadczenie wykazuje, że umysł jest najspokojniejszy, najmniej zmęczony i napięty, gdy oczy są spuszczone właśnie w ten sposób. Kręgosłup musi być wyprostowany przez cały czas. Jest to szczególnie ważne. Opadanie ciała nie tylko powoduje nacisk na organy wewnętrzne i zakłóca ich swobodne funkcjonowanie, lecz także może wywołać napięcia tego czy innego rodzaju, jeżeli kręgi naciskają na nerwy. Ponieważ ciało i umysł są jednym, przeto każde zakłócenie funkcji fizjologicznych nieuchronnie wpływa na umysł, pozbawiając go jasności i skupienia, które są konieczne do skutecznej koncentracji.

Z czysto psychologicznego punktu widzenia sztywna postawa jest równie niepożądana jak postawa niedbała, gdyż pierwsza wypływa z nieświadomej pychy, a druga z wewnętrznej słabości. Obie postawy zakorzenione są w ego i w jednakowym stopniu stanowią przeszkodę na drodze ku oświeceniu.

Uważajcie na to, by trzymać głowę prosto; jeśli przez dłuższy czas przechyla się ona do przodu, do tyłu albo w bok, to może dojść do skurczu w karku.

Gdy przyjęliście już poprawną postawę, wtedy weźcie głęboki wdech, zatrzymajcie go na moment i wypuśćcie powoli i spokojnie. Powtórzcie to dwa lub trzy razy, cały czas oddychając nosem. Potem oddychajcie naturalnie. Gdy nabierzecie wprawy, jeden głęboki oddech na początku wystarczy. Po nim nie próbujcie już manipulować oddechem, lecz oddychajcie naturalnie. Teraz przechylcie ciało najpierw w prawo, tak daleko jak się da, później w lewo, około siedmiu do ośmiu razy, zaczynając od szerokich łuków, a kończąc na małych, aż tułów naturalnie znajdzie środek.

Jesteście teraz gotowi do koncentracji umysłu34. Istnieje wiele dobrych metod koncentracji, przekazanych przez naszych poprzedników w zen. Dla początkujących najłatwiejsze jest liczenie wdechów i wydechów. Wartość tego szczególnego ćwiczenia leży w tym, że wyłączone tu zostaje wszelkie rozumowanie, a różnicujący umysł pozostaje w spoczynku. Fale naszych myśli zostają wygładzone i stopniowo osiąga się skupienie umysłu na jednym punkcie. Zaczynamy od liczenia wdechów i wydechów.

Gdy wdychacie, koncentrujcie się na „raz”, gdy wydychacie – na „dwa”, i tak dalej, aż do dziesięciu. Wówczas wróćcie do „raz” i znów liczcie do dziesięciu. Jeżeli stracicie orientację w liczeniu, wróćcie do „raz”. To proste. Jak mówiłem przedtem, przelotne myśli, w naturalny sposób pojawiające się w umyśle, same w sobie nie są przeszkodą. Niestety, nie jest to powszechnie wiadome. Nawet wśród Japończyków, którzy studiowali i praktykowali zen przez pięć lub więcej lat, jest wielu takich, którzy mylą praktykę zen z zatrzymaniem świadomości. Rzeczywiście, istnieje rodzaj zazen, który ma to na celu35, lecz nie jest to tradycyjne zazen buddyzmu zen. Musicie zdać sobie sprawę, że bez względu na to, jak intensywnie będziecie liczyć oddechy, nadal będziecie dostrzegać to, co jest na linii wzroku, ponieważ wasze oczy są otwarte, oraz będziecie słyszeć normalne dźwięki, bowiem nie macie zatkanych uszu.

I podobnie, ponieważ mózg nie jest uśpiony, rozmaite formy myślowe będą pojawiać się w waszym umyśle. Nie będą one przeszkadzać ani umniejszać efektywności zazen, jeśli nie będziecie ich zatrzymywać, gdy ocenicie je jako „dobre”, ani próbować ich poskromić czy wyeliminować, gdy zdecydujecie, że są „złe”. Żadnych spostrzeżeń czy odczuć nie powinniście traktować jako przeszkody w zazen, z drugiej zaś strony nie powinniście im ulegać. Kładę na to nacisk. „Uleganie” oznacza po prostu, że w akcie widzenia wzrok zatrzymuje się na przedmiocie, w akcie słyszenia uwaga kieruje się ku dźwiękom, zaś w procesie myślenia umysł wiąże się z myślami. Jeśli pozwolicie sobie na tego rodzaju roztargnienie, zagrozi to waszej koncentracji przy liczeniu oddechów.

Podsumowując: pozwólcie przygodnym myślom pojawiać się i zanikać, gdy chcą tego, lecz nie idźcie za nimi ani nie próbujcie ich odpychać, tylko po prostu koncentrujcie całą energię na liczeniu wdechów i wydechów. Gdy zakończycie okres siedzenia, nie wstawajcie nagle, lecz zacznijcie od kołysania się z jednej strony na drugą, najpierw małymi łukami, później większymi, około sześciu razy. Jak widzicie, tym razem wasze ruchy są odwrotnością tych, od których rozpoczynaliście zazen. Wstawajcie powoli i spokojnie, a potem chodźcie wraz z innymi w kinhin (praktyka zen w formie chodzenia).

Podczas kinhin prawą pięść z zaciśniętym wewnątrz niej kciukiem umieszcza się na klatce piersiowej i przykrywa lewą dłonią, tak aby łokcie tworzyły kąty proste. Przedramiona trzymajcie w linii prostej, a ciało wyprostowane, oczy mają być skierowane na miejsce znajdujące się około dwóch metrów przed stopami. Równocześnie, powoli okrążając pomieszczenie, kontynuujcie liczenie wdechów i wydechów. Pierwszy krok stawiajcie lewą stopą i chodźcie tak, jak gdyby stopa niejako zapadała się w podłogę, przy czym przystawiajcie stopę do podłogi piętą, płynnie przenosząc ciężar na palce. Kroczcie spokojnie i miarowo, z równowagą i godnością. Chodzenie nie powinno być bezmyślne. Musicie z napiętym umysłem koncentrować się na liczeniu. Wskazane jest praktykowanie chodzenia w ten sposób przez co najmniej pięć minut po każdym dwudziesto- lub trzydziestominutowym okresie siedzenia.

To chodzenie powinniście traktować jako praktykę zen w ruchu. Rinzai i soto różnią się w sposobach wykonywania kinhin. W rinzai chodzenie jest żwawe i energiczne, natomiast według tradycyjnego stylu soto – powolne i bez pośpiechu, przy czym jednemu oddechowi odpowiada tu krok długości zaledwie około piętnastu centymetrów. Mój nauczyciel, rosi Harada, zalecał metodę pośrednią, i taką właśnie praktykujemy tutaj. Poza tym w szkole rinzai kładzie się lewą rękę na wierzchu prawej, podczas gdy w ortodoksyjnym soto prawa ręka spoczywa na wierzchu lewej. Rosi Harada uważał, że sposób kładzenia lewej ręki na wierzchu, praktykowany w rinzai, jest bardziej wskazany i włączył go do swojej nauki.

Chociaż chodzenie przynosi ulgę zesztywniałym nogom, to jednak należy to traktować tylko, jako skutek uboczny, a nie jako główny cel kinhin. Dlatego też ci z was, którzy liczą oddechy, powinni kontynuować liczenie podczas kinhin, a ci, którzy pracują nad koanem, powinni kontynuować pracę nad koanem.  Na tym kończę pierwszy wykład. Kontynuujcie liczenie oddechów według tych wskazówek, póki nie stawicie się przede mną ponownie…

Zazen

Książka jest zapisem osobistych doświadczeń autora. Jej wartość dla ćwiczących zazen… można właściwie powiedzieć, że jest bezcenna. Do kupienia w wielu księgarniach. Zróbcie to. Warto!

Opracowano na podstawie wielu źródeł.