-4.5 C
Warszawa
czwartek, 9 grudnia, 2021

Moja droga Karate…

Jeszcze jeden materiał, który wspaniale oddaje nam nie tylko historię, ale także odpowiedź na pytanie, które często słyszymy. Czy mogę powrócić do treningu po latach? To wspomnienia spisane przez Joannę Łaską z Łomży. Miłej lektury :–))

Swoją przygodę z Karate rozpoczęłam w 1991 roku, w wieku 13 lat. Byłam młoda i nie zdawałam sobie sprawy, jakie konsekwencje niesie ze sobą założenie białego stroju do ćwiczeń Karate… 

Wracając ze szkoły do domu natrafiłam na ogłoszenie o zapisach na treningi Karate. Ogłoszenie mnie zaintrygowało. Nie namyślałam się długo i poszłam przekonać się, co to takiego. Przeżyłam szok: sala była pełna ludzi w różnym wieku, którzy przyszli zapisać się na zajęcia. Jako nastolatka musiałam dostać pozwolenie od rodziców, a także badania wykonane przez lekarza sportowego.

Joanna Łaska

Przekonanie rodziców wydawało mi się sprawą nieosiągalną. Dziewczyna i Karate? Początkowo byli bardzo zdziwieni i sceptycznie nastawieni, ale w końcu ustąpili sądząc, że po kilku treningach mi „przejdzie”.

Postawili tylko jeden warunek: nie mogłam zapomnieć o nauce. Uczyłam się wtedy dobrze i bali się, że Karate to zmieni. Ale w duchu chyba ucieszyli się, że zajmę się czymś poza książkami. Wtedy nie interesowało mnie nic poza nimi. Pierwsze treningi nie należały do łatwych. Okazało się, że Karate to nie tylko ćwiczenia fizyczne, ale również sposób myślenia. Tego się nie spodziewałam.Ćwiczenia prowadził wtedy senpai Mirosław Pawliński.

Podczas zajęć poznawaliśmy nie tylko techniki, kopnięcia, czy bloki, ale – co mnie wtedy bardzo dziwiło – także kulturę i język japoński oraz zagadnienia z zakresu pierwszej pomocy i Zen.

Bardzo mi się to podobało. W pewnym momencie dwa treningi w tygodniu przestały mi wystarczać. Byłam ambitna i chciałam dorównać chłopcom, którzy uczestniczyli w zajęciach. Wtedy dziewczyny były jeszcze rzadkością na sali treningowej, ale ja byłam zawzięta i dawałam sobie radę. Bywały tygodnie, gdy zjawiałam się na zajęciach pięć razy w tygodniu. Mimo to na zakończenie roku moi rodzice po raz pierwszy zobaczyli świadectwo z wyróżnieniem.

Moja przygoda z Karate trwała dwa – trzy lata. Po rozpoczęciu nauki w renomowanym liceum miałam coraz mniej czasu na treningi, bo szkoła wymagała większego niż dotychczas zaangażowania. Z biegiem czasu całkowicie zrezygnowałam z zajęć. Ale cień Karate ciągnął się za mną. Wiele razy zastanawiałam się, co mogłabym osiągnąć, gdybym nie przestała trenować. Cały czas interesowałam się sportem, a może raczej rekreacją ruchową.

Byłam już dojrzałą osobą, żoną i matką, kiedy przypadkowo natrafiłam na strony internetowe o Karate. Zaczęłam zastanawiać się nad szansą powrotu do ćwiczeń. Okazało się on łatwiejszy niż podejrzewałam. Bez większych problemów odnalazłam kontakt do byłego trenera Mirosława Pawlińskiego, który cały czas prowadzi zajęcia (teraz w Warszawie), a potem do kolegi, z którym kiedyś zaczynałam, Mariusza Obryckiego. Mariusz mieszkał w Łomży i też myślał o powrocie. Wiele wieczorów spędzonych na rozmowach utwierdziło mnie w końcu w przekonaniu, że warto spróbować jeszcze raz.

Po kilkunastu latach przerwy odważyłam się wreszcie ponownie włożyć biały strój i pojawić na treningu (po długich namowach ze stromy Mirka). Było to latem 2009 roku, podczas obozu Karate w Olsztynie. Wytrwałam w postanowieniu i po kilkugodzinnej jeździe samochodem, kolacji i chwili odpoczynku pojawiłam się na sali. Nic się nie zmieniło. Było jak kiedyś: to samo zmęczenie i ta sama satysfakcja, że dałam radę.

Następnego dnia rano śniadanie i kolejny trening. Dopiero wtedy uwierzyłam w słowa Mirosława Pawlińskiego, które padły podczas jednej z rozmów: „ciało nie zapomina”. W drodze do domu wiedziałam, że wracam na drogę Karate. I że w poniedziałek dopadną mnie potężne zakwasy, a mąż będzie się uśmiechał pod nosem…

Od września treningi nabrały tempa. Wspólnie z Mariuszem podjęliśmy decyzję, że zaczniemy zajęcia – nie tylko z myślą o sobie, ale i innych. Na stronie www znajduje się informacja o programie Mirosława Pawlińskiego „Stop agresji i przemocy”, który szczerze nas zainteresował. Program przekonuje, że Karate może być (i jest) środkiem, z pomocą którego kształtuje się pozytywne cechy charakteru: zdyscyplinowanie, pokorę, odwagę, konsekwencję i umiejętność radzenia sobie ze stresem.

Wbrew potocznemu mniemaniu trening Karate to nie nauka przemocy fizycznej i znęcania się nad innymi, ale nauka pracy nad sobą i walki z własnymi słabościami.

Pilotażowo zajęcia według programu prowadziliśmy w roku szkolnym 2009/2010 w Szkole Podstawowej nr 4 w Łomży z udziałem dzieci z tej szkoły. Zajęcia odbywały się bezpłatnie i były nagrodą za dobre zachowanie oraz wyniki w nauce.

Zainteresowanie było ogromne i przerosło wszelkie nasze wyobrażenia, a na zakończenie roku szkolnego od dzieci i ich rodziców usłyszeliśmy pytanie, czy będą kontynuowane we wrześniu. Postaramy się, by tak się stało. Jak widać, młodzież i dorośli szukają alternatywy dla zajęć organizowanych przez szkołę: czegoś, co można robić z pasją i satysfakcją przez lata. Czegoś, co nauczy ich, że sukces odnosi się dzięki pracy nad sobą i nad własnymi niedoskonałościami. Tego właśnie uczy trening Karate.

Łomża 2010 r. SHODAN 01/2010

 

spot_img

Blog

Trening wymaga wysiłku

Przemieszczanie w kiba-dachi

Zazen w treningu

Inauguracja roku na Uczelni WS EWS

Dokładność w kumite

Każdy trening jest inny

więcej podobnych