-4.5 C
Warszawa
czwartek, 9 grudnia, 2021

Moje pierwsze spotkanie z sensei Ilija Jorga 10 dan

Moje pierwsze spotkanie z sensei Ilija Jorga 10 dan było zupełnie przypadkowe. Sensei Dariusz Bajkowski zapraszał wtedy na trening, który odbywał się w Warszawie (rok 1999) i można było dołączyć bez względu na to, co ćwiczyliśmy do tej pory. Moja ciekawość była ogromna. Możliwość spotkanie sensei Jorgi 10 dan, osoby która otrzymała od sensei Hidetaki Nishiyama certyfikat potwierdzający tworzenie nowego nurtu szkolenia w ramach jednego „stylu” shōtōkan z nazwą własną Fudōkan…

Pamiętam jak dziś, trening nastawiony był przede wszystkim na podstawy, które trzeba było posiadać opanowane, by można było przejść do dalszych partii materiału. Nie powiem, że było łatwo, ale niezwykle pracowicie. Zajęcia całodniowe, świetne tempo, ogromna wiedza i chyba to, czego wtedy potrzebowali wszyscy ćwiczący. Własnego otwarcia na różnorodność.

Kiedy podszedł do mnie i zapytał co trenuję, odparłem po prostu Karate-dō. Kiedy chciał poznać szczegóły, odpowiedziałem najprościej, że szkoła z rodziny shōtōkan. Wtedy po raz pierwszy usłyszałem, że technika którą prezentuję jest więcej niż dobra! Miłe uczucie.

Dla wielu osób trening Karate-dō jest tylko i wyłącznie możliwy pod okiem instruktora. Dla mnie nie było to możliwe przez wiele lat. Właściwie od początku była to raczej współpraca z kolegą, który czasami posiadał wyższy stopień lub niższy. Nie posiadaliśmy nauczyciela, bo w Karate-dō Tsunami o takich było niezwykle trudno. Właściwie dzisiaj po latach mógłbym powiedzieć, że wręcz niemożliwe.

Do czego zmierzam?

Poznawanie Karate-dō jest podobne do naszego życia. Zdobywamy doświadczenie, dorastamy, dojrzewamy także emocjonalnie i tak po prostu „życiowo”, by z czasem w naturalnym procesie przekazywać zdobyte doświadczenie i kompetencje pozostałym. To od nas w 100% zależy, gdzie i jak poświęcamy czas na trening. Jakie odnosimy sukcesy. Jakie wnioski z porażek i czy umiemy stać się przez to silniejsi. Dla mnie, w mojej pasji blisko 95% czasu z 40 lat zajmowania się Karate-dō, nie posiadałem bezpośrednio nauczyciela.

Być może dlatego, patrzę na Karate-dō, jako część życia, a niezainteresowanie równe np. grze w piłką nożną, czy koszykówkę. To co robię, mogę robić póki żyję. Nikt nie musi stać nad głową i popędzać do działania. I tego Wam również życzę…

Przy okazji, Darku dziękuję za możliwość udziału wtedy w tak wspaniałym szkoleniu.

Mirosław Pawliński 2 dan Karate-dō Tsunami,
prezes Związku Sportowego Polska Federacja Karate-dō Tsunami

spot_img

Blog

Trening wymaga wysiłku

Przemieszczanie w kiba-dachi

Zazen w treningu

Inauguracja roku na Uczelni WS EWS

Dokładność w kumite

Każdy trening jest inny

więcej podobnych